czwartek, 14 maja 2009

marzenia, a może i nie...


Są takie dni kiedy czuje ze ociekam sexem. Jestem wtedy kobietą apetyczną do bólu. Emanuje ciepłym usmiechem, spojrzeniem z iskrą w oku a mój zapach unosi sie wszedzie gdzie przejdę...

Miałam ochote na coś zajebistego. Zrobiłam to. Ubrałam się elegancko, krótka spódniczka, czarne szpilki, skórzana kórtka... Wchodzac do windy myślałam o... o kimś takim kto wiedziałby co ze mną zrobic w tej jednej minucie... dalej potoczyłoby się samo, swoimi prawami.

...Wszedł za mną, tak jakby został zwabiony moim zapachem. Drzwi windy nie zdążyły się zasunąc. Nie spodziewałam się, tak szybko przyparł mnie do sciany, nie mocno... może nie chciał mnie przestraszyc. Docisnął swoim ciałem, Chwycił mnie za ręce, tak żebym nie mogła go odepchnąc... mmmm... nawet nie wie jak bardzo to uwielbiam. Czułam się na tyle bezpiecznie że nie spanikowałam. Nic nie mówił, czułam jego oddech na moim policzku. Nie pocałował mnie, nie wsunał ręki pod krótka, ledwo przykrywajacą pośladki spódnice. Nic. Odsunął sie, za nim winda rozsunęła drzwi. Moje spojrzenie dawało mu jasny sygnał - zerżnij mnie, jesli masz ochote.

Nie wiem kto to był. Może sąsiad który czasami mnie obserwuje ze swojego balkonu, może jakiś obcy. Nie wiem, widziałam go pierwszy raz.

Śpieszę sie na przystanek, idę małymi szybkimi krokami. Pewnie. Wiatr poniewiera moje włosy, czuję się sexy. Czuję że dzisiaj mam tą władze.

Przystanek.
Czekam i czekam... w oddali patrzę na startujące samoloty - lubie to, czuję wolnośc. Samochody przejeżdżaja jeden za drugim, czasami zatrzymują się na czerwonym i dalej ruszają. Patrze, obserwuje, myślę...

Starszy facet, przed czterdziestką, elegancko ubrany w koszuli. I przeciwsłonecznych okularach. Zatrzymuję wzrok, uważam ze warto poświęcic mu troche uwagi. Zsuwa okulary, patrzy na mnie. Kiedy rusza swoim Jeepem, posyła mi uśmiech i unosi dłoń, tak jakbyśmy się znali. Odwzajemniam. Zostawiam dla niego lekki uśmiech. Warto.
Nie wiem kiedy i jak - zawrócił. Zatrzymał sie i otworzył mi drzwi do auta. Jego słowa brzmiały jak zaproszenie
- I'll show you... It's not far...
Wchodzę jak zahipnotyzowana. Siadam, kolana mam złączone, ręce grzecznie układam przed sobą. Ruszył. Lekkie spojrzenie w jego strone. Odwzajemnione. W samochodzie pachnie erotyzmem... Czuje się pewnie. Jestem pewna tego, co teraz chce. Jedziemy prosto, do centrum. Zwalnia, skręca w boczną uliczkę prowadzącą chyba do jego domu. Wjeżdża w brame i otwiera garaz pilotem. Jesteśmy już w środku, nie wyłącza auta. Głucha cisza była by w tym momencie nie na miejscu, jak nieodpowiedni przerywnik do dalszej gry. Nie mówimy nic. Po prostu zaczynamy gre. Prawie jak zwierzęta, nie zwracamy uwagi na niedogodności auta. Nie wiem kiedy znaleźliśmy się na tylnym siedzeniu. Siedzę na nim, tak jak lubie. Kołyszę się i czuję jego silne dłonie jakby mnie prowadziły. Jego słowa brzmiące w obcojęzycznym wydaniu nakręcają mnie jeszcze bardziej. Szczytuje. Szybko i mocno.
Ruszamy do centrum, niedługo zaczynam prace. Nie chce się żegnac ...
- I have to go, goodbye.

Czas dobrze wykorzystany. Zamiast czekac na jakis autobus przeżywałam nieziemskie uniesienie. I nawet zdążyłam do pracy. Zaliczone na plus.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz