Wcześnie rano. Pan wyciąga Sunie na śniadanko :)
Rano zdarzało sie jej, że zdychała z bólu żołądka, póżniej przechodziło... Ale przecież nie mogła nie wyjść!
Wychodzimy. Suka - w obroży. Ze splątanymi włosami spiętymi w kucyk... W bluzce przez którą przeswitywały jej drobne piersi... I to spojrzenie...
Co Suka dostrzegła...? Spojrzenia innych mężczyzn, jak ogarniali ją wzrokiem. Nie robili tego ukradkiem - oni nie mogli oderwać oczu. Czuła ich wzrok na sobie. Patrzyła im w oczy, prawie kokietowała... i czuła też, jak świdrują jej spojrzenie, jakby chcieli z niego wyczytać tajemnice minionej nocy.
Była taka dumna krocząc u boku swojego Pana. Inni mezczyżni mogli ją tylko pożądać. Sunia należała do Pana. Była na Jego skinienie, na rozkaz. Była taka... sucza. Pewna. Jego.
To nie jest samozachwyt, ani samouwielbienie. To właśnie moja sucza natura. I Pan o niej wie.
piękne
OdpowiedzUsuń