wtorek, 24 listopada 2009

Potknęłam się

... wczoraj nie dałam rady, nie mogłam sobie poradzić ze soba, ze swoimi dziwnymi myślami.
Przez cały dzień czułam się zdenerwowana, roztrzesiona, i na skraju "normalności". Tak, chciałam płakać, czułam że tego potrzebuję, że potrzebuje jakiegos ujścia. To stało się w pracy. Pod koniec dnia, wieczorem nie miałam juz siły. Wyszłam na 10 minut. Zapaliłam.
Paliłam i płakałam. Paliłam żeby sie wypłakać w spokoju i nie sama tylko z papierosem. Paliłam żeby na chwile sie odseparować i wyciszyć. Płakałam paląc - dziwne uczucie... co za różnica, kiedy człowiek nie jest w stanie zapanować nad sobą.
Płakałam bo chciałam. Paliłam bo musialam przestać płakać. Taki mały wstrząs dla psychiki. Rozdwojenie jażni, nie wiesz co wpierw masz zrobić - zaciagnąć się czy szlochać...
Płacząc i paląc miałam dla siebie te 10 minut, gdzies w garażu...

Płakałam i paliłam. A kiedy skończyłam... poczułam że jestem teraz słaba. I trzeba to zmieć. Tylko ...jak?

Czyżby papieros mógł zostac osobistym psychiatrą?
Mam nadzieję, że nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz