czwartek, 14 maja 2009

Spotkanie

Poniedziałek rano. Ledwo sie zmuszam do wstania. Ósma rano dla mnie to prawdziwa męczarnia. Wstaję spod gorącej i miłej w dotyku pościeli... cała się trzese, tak jakbym miała delirium tremens. Sama nie wiem czy z zimna, tego że jestem nie wyspana, a moze już z nerwów. Cholerne banki, idąc tam mam wrażenie że wchodzę do najbardziej zakłamanego, fałszywego i ociekającego egocentryzmem miejsca jak i ludzi tworzących tę grupę. Nie ważne, muszę to załatwic.
Wychodzę z domu, po kilku minutach jestem już w połowie drogi. Jakie to miasto jest małe... gdziekolwiek nie wyjdziesz wszystko wydaje mi sie tak blisko... Ładny dzień, ale czy to ważne? Czasami myślę o Nim, jak na prawde wygląda, bo przecież ekran to nie to samo. Z pewnością nie. Myślę jak mnie zerżnie, przecież tyle mocnych słów od Niego czytałam. I jestem ciekawa czy naprawdę jest taki stanowczy, jak sam pisał. Zdawało się, że jest ale to nie to samo co spotkanie w realu.
Mam jeszcze trochę czasu, akurat na załatwienie formalności w banku.
Nie spodziewałam się, że tak szybko do mnie zadzwoni...

-cześc, za kilka minut będe wjeżdżał do twojego miasta, gdzie się spotkamy dokładnie?
-przed bankiem, jest tylko jeden taki. Z pewnoscia trafisz.

Zapytanie było jednoznaczne i krótkie w tresci. Ma miłą barwe głosu, hmm... już jest lepiej. Podałam Mu adres. Jeden taki bank, jedna taka ulica. Nic prostrzego.

Ok, załatwiam wszystkie te papierkowe rzeczy i nie myliłam się. Fałsz ludzi że aż mnie mdli jak oni smiesznie się produkuja przed klientem. Zero naturalności, i spontaniczności, prawie jak cyborgi. Ohyda. Całe szczęscie ze w tej chwili mnie to śmieszy. Kobieta się produkuje przede mną a ja po prostu bawie się telefonem. No nie mogłam udawac ze jestem nawet zaciekawiona. Przykro mi, taka juz jestem suka.
Dostaję sms-a. Akurat musiałam podpisywac wszystkie pieprzone karki jakie mi podała. Myślę o Nim. I jeszcze nie wiem ze juz na mnie patrzy. Kończe i odchodzę jak najszybciej.

Niespodziewałam sie że mogłabym Go teraz zobaczyc. Stał przed wyjściem... z daleka widziałam Jego zniewalajacy usmiech, szczery i... przyciagający. Odwzajemniam usmiech, szczerze.
Nie wiem co powiedziec, po prostu usmiecham się do Niego, ciesze się z naszego spotkania. Nareszcie moge powiedziec ze spełniło sie coś, co kiedys było dla mnie nie do pomyslenia. Heh, czyżbym była "na czasie?" Spotykam i umawiam przez internet? Co za czasy, ludzie juz niedługo przestaną poznawac się na zabawach. Nie prosciej zamiescic ogłoszenie o sobie?

Podjechaliśmy pod mój dom.

-Wróce za chwile, wezme swoje rzeczy i zamienie dwa zdania z rodzicami. ok?
-ok.

Trwało to chwilę. Wyjeżdżając z mojego miasta kieruję gdzie masz jechac. Spoglądam, widzę przeciwsłoneczne okulary i jestem ciekawa Jego spojrzenia...
Jechał szybko, ale czułam się bezpiecznie. Nie wiem jak to możliwe, ale naprwde od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam Cię realnie, czułam ze mogę Ci zaufac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz