niedziela, 17 maja 2009

Kara

Dla Ciebie zakładam mój nowy gorset. Uwielbiam je wszystkie, ale jest tylko jeden, który darze sentymentem. To nie był ten... inny, bardziej suczy, bardziej wyzywający. Chciałam byc dla Ciebie idealna, chciałam, żebyś zapomniał o czymś co mnie czeka. Coś, czego bardzo sie bałam. Kary. Czekałam na nią i nie wiedziałam kiedy mi ja wymierzysz. Nie mogłam w takiej niepewności dłużej czekac, uciekając przed tym, nie czułam się wolna. Nie chce Cię oszukiwać, nie chce niczego ukrywać. Postanowiłam przyznac sie sama. Nie wykonałam zadania które od Ciebie dostałam. Miałam na to tyle czasu, tyle okazji ...a jednak zawaliłam. Przyznałam się i wcale nie poczułam ulgi. Jeszcze nie powiedziałeś, kiedy ją wymierzysz.

Wyszłam dopiero co z łazienki, byles gotowy żeby mnie znów zeszmacic. Uwielbiam to słowo, uwielbiam kiedy tak do mnie mówisz. Wstałeś z łóżka, podszedłeś pewnie, ogladałes mnie jak swoją własnosc. Jestem nią... Stanąłeś przede mną, spuściłam głowe i wzrok - nie śmiem patrzec Ci w oczy kiedy mnie tak oglądasz. Przesuwasz dłoń na mój kark, delikatnie, aby po chwili poczuc silny uscisk na moich włosach. Szybkim, zdecydowanym ruchem opuściłes mnie jeszcze niżej, prawie schylona wpół, czekałam co będzie dalej.

-Za mną szmato.
Wleczesz mnie do łazienki. Odkręcasz wode... Popychasz na blat umywalki, widzę w odbiciu lustra co robisz. W tym momencie zdzierasz ze mnie co mam na sobie i wpychasz do wanny. Każesz klęczec - zrobiłam to posłuszne. Stoisz nade mną, patrząc jak woda uderza w głowę, znów wydajesz polecenie.

Obejmuję go ustami, zaczynam się bawic, najpierw delikatnie... ale Ty nie czakasz, wpychasz go głęboko, jak tylko mogłeś. Zakrztusiłam sie. Nie przestajesz, przytrzymujesz mnie mocno. Dajesz mi chwile na złapanie powietrza. Teraz już się nauczyłam, że chwila którą mi dajesz jest naprawde krótka i łapię powietrze tak szybko jak mogę. Pieprzysz w usta, przyciskając moja twarz do swojego podbrzusza. Dalej sie krztuszę. Nie wytrzymałam i w ostatniej chwili wyjęłam go z ust i wyplułam nadwyżke do wanny. Nie przejąłeś sie zbytnio tym, po chwili znowu mnie ostro pieprzysz. Woda spływa po twarzy, utrudniając jeszcze bardziej oddychanie. Rozmazany tusz szczypie mnie w oczy. Nie moge patrzec. Dajesz mi chwile wytchnienia. Ale jaką chwile... chwytasz za włosy odciągasz głowe do góry i mocno mnie policzkujesz. I jeszcze raz. To była moja chwila wytchnienia. Dziękuje. Mam to na co zasłuzyłam - plujesz najpierw w rozchylone usta - boże, jak ja to uwielbiam... plujesz mi na twarz... policzkujesz. Boli. Nie zdążyłam się zorientowac kiedy znowu wpychasz go w usta. Juz boli mnie gardło, bola mnie usta, ale Ty nie przestajesz, pieprząc mnie jeszcze mocniej, tak jakbyś nie miał przed soba człowieka. Tak, masz pod sobą szmate. byłeś w zupełnym transie. Nie pamiętam jak długo jeszcze to trwało, ale chyba długo bo modliłam sie w duszy, modliłam żebyś przestał, zebys mnie upokorzył inaczej ...wiem jak moja uległosc Cię podnieca, wiem jak na Ciebie działa, tak jak i na mnie Twoja siła. Czuję tylko jak ostatnimi siłami dociskasz mi twarz do podbrzusza. Czuję ciepło w gardle... czuje uścisk dłoni na włosach. Skonczyłes. Wyszedłes z wanny rzucając zdawkowe "doprowadz się". Wychodzisz.
Wychodzac juz z łazienki nie wiem czy moge podejsc do Ciebie i przytulic się... tak bardzo teraz tego potrzebuje. Podchodzisz pierwszy, stajesz przede mną, patrzysz głęboko w oczy... "to była Twoja kara."
Zasłużyłam na nią.

1 komentarz: